Strzyżenie samą maszynką w zakładzie fryzjerskim jest tanie, czasem kosztuje tylko 10 złotych. Ale bardzo krótkie włosy szybko odrastają. Zastanów się więc, czy nie lepiej będzie zainwestować we własną maszynkę.
Aby krótkie włosy wyglądały naprawdę dobrze, musisz je strzyc często, przynajmniej raz w tygodniu. A nie zaszkodzi jeszcze częściej. W skali miesiąca czy roku koszty strzyżenia robią się całkiem spore, do tego dochodzi czas stracony w zakładzie na czekaniu „na zabieg”.
Nie chodzę do fryzjera od ponad pięciu lat, strzygę się sam maszynką, a raczej maszynkami, bo w ciągu tych pięciu lat nazbierało mi się ich kilka. Wbrew pozorom przejazd maszynką nie jest trudny i nie mam tu na myśli tylko najprostszego i najpopularniejszego strzyżenia na klasyczne 3 mm. Nabrałem już takiej wprawy, że spokojnie jestem w stanie ostrzyc się maszynką w dowolny sposób. I tak też robię w zależności od tego, na co akurat mam ochotę.
Najprostszą i najtańszą maszynkę kupisz w każdym supermarkecie. Kilkanaście lat temu, gdy wśród chłopaków zaczęła się moda na 3 mm, w supermarketach pojawiły się w promocjach całe stosy tanich maszynek przystosowanych przede wszystkim właśnie do takiego strzyżenia. Kupiłem sobie kiedyś taką kosiarkę. Była do niej dołączona niewielka instrukcja obsługi, w której najważniejsze wyjaśnienie umieszczono na samym początku. Mianowicie było tam napisane, jak ustawić maszynkę, by zjechać włosy na bardzo krótko. Co ciekawe, maszynka przy tym sugerowanym ustawieniu ścinała na 2, a nie na 3 mm. Wiem, bo przetestowałem to na własnej głowie.
Jeżeli planujesz strzyc się sam tylko od czasu do czasu, możesz spokojnie kupić sobie maszynkę w supermarkecie. Moja ani razu mnie nie zawiodła i działa do dziś, ale słyszałem o przypadkach, gdy kosiarka w połowie strzyżenia odmawiała posłuszeństwa i koleś zostawał z wygoloną połową głowy. Nie było rady, musiał iść do fryzjera.
Jeżeli jesteś zdecydowany zrezygnować z usług zakładów na stałe, rozważ kupno półprofesjonalnego sprzętu. Raczej nie polecam ci reklamowanych wszędzie maszynek Philipsa. Ładnie wyglądają, dobrze leżą w dłoni, droższe modele mają nawet wbudowane akumulatory, dzięki czemu w czasie strzyżenia nie ma problemu z kablem. Ale moim zdaniem marnie ścinają. Problem leży w konstrukcji tych maszynek, mają one regulację długości strzyżenia w postaci przesuwanej skokowo nasadki. Ścinanie przy najmniejszym ustawieniu jest proste, choć twoje włosy będą miały jakieś 4 mm, krócej ich ściąć się nie da. Ale jeśli ustawisz nasadkę na inną długość i w czasie strzyżenia mocniej dociśniesz maszynkę do głowy – a ja lubię dociskać – to ryzykujesz, że nasadka sama przeskoczy na mniejszą długość i kosiara ci wytnie pas włosów przy skórze. Będziesz musiał wtedy skrócić sobie swojego eleganckiego jeżyka na 4 mm.
Za 200 złotych kupisz w sklepach zaopatrujących zakłady fryzjerskie sprzęt pozbawiony tych wad. Polecam niemieckie maszynki Moser, jest to solidny, dobrze strzygący sprzęt. Tańsze modele pozwalają na nieprzerwane strzyżenie przez jakieś 15 minut, potem nagrzana maszynka musi ostygnąć. Modele droższe mogą mieć wbudowany własny silniczek, wtedy czas działania wydłuża się nawet do godziny. Moja maszynka miała w komplecie 2 plastykowe nasadki o długości strzyżenia 3 i 9 mm. Dokupiłem sobie jeszcze nasadkę pośrednią – 6 mm. Nasadki zakłada się na maszynkę poprzez nasunięcie ich na ostrze. Goła maszynka, bez nasadki, tnie w zakresie od 0,1 do 3 mm. Można to wygodnie regulować. Swojej maszynki Moser używam od pięciu lat i uważam, że jest naprawdę świetna.
Jeśli kasa nie jest dla ciebie problemem, pomyśl o kupnie jednej z maszynek Thrive. Są diabelnie drogie, jedna może kosztować nawet 800 złotych, ale wśród maszynek to już ekstraklasa. Zresztą na pewno przynajmniej raz byłeś takim sprzętem strzyżony u fryzjera, w dawnych zakładach fryzjerzy używali tych wielkich, czarnych i głośno huczących maszynek wręcz masowo. Kosiarki te mają wbudowany silnik, więc nie ma problemu z nadmiernym nagrzewaniem się. Tną genialnie. I mają jeszcze jedną wielką zaletę – wymienne ostrza. Tak, tak, nie nasadki, a ostrza. Za jakieś 200 złotych za sztukę możesz sobie dokupić ostrze o niemal dowolnej długości cięcia. Jest 9 mm, 6 mm, a potem 5, 4, 3, 2 i 1 mm. Ale jeśli chcesz, możesz się wygolić na 1/2 czy 1/4 mm. Są też ostrza o długości strzyżenia 1/10 i 1/20 mm. Te cztery ostatnie długości w praktyce oznaczają strzyżenie na zero, choć tak naprawdę to „zero” jest raz dalej, a raz bliżej skóry. Znam takich, dla których ma to wbrew pozorom ogromne znaczenie.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.